» Blog » Cd. romansu w świecie Wolnych Klanów
05-03-2008 11:15

Cd. romansu w świecie Wolnych Klanów

W działach: Gulietta z klanu Canalettich, klanarchia | Odsłony: 2

Już lata temu wzięłam przykład z ojca i urządziłam sobie małą kanciapę, jak to określali soldaccy kupcy, tuż obok placu przeładunkowego. Tu załatwiałam drobne umowy, miałam oko na transporty i słuchałam zażaleń. Drobny kupiec czy rzemieślnik nie zawsze przyjdzie do bogatego domu mojego ojca, onieśmielają go domownicy i przeraża fakt, że mógłby zostać ośmieszony przy pięknych kobietach. Dom decydenta jest dobry do demonstrowania splendoru i przyjmowania rzeczników innych klanów.

Moja kanciapa to furtka dla wszystkich drobnych szczurów i nieśmiałych rzemieślników. Tu, przycupnięci na starej ławce mogą mi opowiadać o niegodziwości dotychczasowych patronów, czy prosić o wypożyczenie wyverny. Tu, między obdrapanymi nogami starego biurka leżą stare mapy i zwoje uprzęży wierzchowców. W dużej szkatule pod oknem zawsze są pieniądze w niskich nominałach. Tu zawiera się umowy potwierdzone splunięciem w rękę, a nie śladem pióra na papierze. Tu werbuję zawodników na arenę i spłacam ich długi zaciągnięte u kupców winnych. Wszyscy zawodnicy chleją, ćpają i awanturują się na potęgę. Ich prawo. Za pieniądze, jakie nam przynoszą, mogliby chlać, ćpać i pieprzyć się dwa razy tyle a ja nie mrugnęłabym okiem.

Przy drzwiach stoi zdezelowane krzesło z poduszka wytartą pośladkami Szpili; odwiedzający mój kantorek są przyzwyczajeni do wojownika pochrapującego tu w czasie moich godzin urzędowania. Wystarczała jego obecność, bo jak dotąd nikt nie próbował mnie tu zgwałcić czy ukraść drobniaków ze szkatuły. Nawet wówczas, gdy zostałam rzecznikiem naszego rodu, nie porzuciłam zwyczaju prowadzenia tych drobnych interesów „kanciapowych”, wszak pańskie oko konia tuczy.
Mówicie, że to niezbyt reprezentatywne miejsce dla rzecznika rodu? Ależ dlaczego? Tu zaczynałam realizować swoje pomysły, tu zawiązywałam pierwsze kontrakty. W końcu tu przychodzą moi klienci, a tej drobnicy, niezbyt obytej, prawie niepiśmiennej i przynoszącej brudne złoto na równi z informacjami jest więcej niż eleganckich przedstawicieli znamienitych rodów. Ostatnimi laty nie bywam tu tak często jak kiedyś, ale będąc w domu staram się popracować choć chwilę w tym miejscu, z oknem na plac przeładunkowy i bocznym wejściem dla osób lubiących dyskrecję.
Czasem droga przybysza wiedzie jak po sznurku od bramy prosto do mnie, a dopiero potem przed oblicze starszyzny. A jak mówią Technoklanyci: świeża informacja paruje szybciej niż Getoryx w żyłach.

Lubiłam się tu zaszywać, także w takich dniach jak dziś – po imprezie z Borgiami, i bezsennej nocy, podczas której popijałam wino czekając na mojego mężczyznę. Mężczyzna przyszedł nad ranem i zanim zrzucił ciuchy i padł na łóżko, dał mi metalowy przedmiot wielkości i kształtu niewielkiego talerza, oraz przykazał, że mam wszędzie ze sobą nosić.
- Zwłaszcza w klanie – dodał – pełno tu skurwysynów. Dzięki temu będę wiedział przynajmniej gdzie jesteś i czy nic ci nie grozi.
Rankiem, gdy chciałam wyjść zostawiwszy to ustrojstwo niby zapomniane za łóżkiem, Kaito zerwał się, kazał wrócić i zabrać paralokalizator (tak to chyba nazwał) ze sobą. Nie wnikałam, jak się zorientował że wychodzę, choć leżał nieprzytomny z głową pod poduszką, nie mówiąc o tym, skąd wiedział, że wychodzę bez tej sterty blach.
Sprzęt oprócz wydzielania smrodu smaru wydawał lekkie trzaski. Gdy tak siedziałam w kanciapie popijając kawę i patrząc na blaszany talerz pokryty czarnymi szlaczkami i znaczkami, musiałam przyznać, że ten facet jest dla mnie w dalszym ciągu sporą niespodzianką.

Wiem, że mój mężczyzna jest technomantą, wiedziałam to, zanim go (wyciągnęłam z magazynu wyznawców Wielkiego K) zanim go poznałam. Stopniowo zaczęłam odkrywać kim jest Kaito. Tak jak ja bywam negocjatorem, rozpuszczoną hanzycką laską czy, jak sądzę, miłą i czułą kochanką, tak ten mężczyzna zachowywał się zależnie od sytuacji. Przy mnie był Facetem, jak sam się określał. Trochę mrukliwy, przytulny i nastawiony na dialog bez podtekstów. Lubił złapać mnie z tyłek i posadzić sobie na kolanach. Facet czuł się spięty w większym gronie knujących skurwysynów, ale nie przeszkadzało mu to w mówieniu co sądzi i czego chce. Tego Kaito poznałam dopiero, gdy zaczęliśmy ze sobą sypiać i ten, muszę przyznać, podobał mi się najbardziej.

Znacznie częściej był synem swej rodziny, mechanikiem i eksperymentatorem, czyli Kaito Chwytakiem. Znikał wśród maszyn, kreślił plany, mówił zdyszanym głosem i ryzykował swoje i cudze życie w trakcie eksperymentalnego uruchamiania maszyn czy łączeniu narkotyków z gazami bojowymi. Wszędzie właził, wszystkiego próbował i narażał się większości rozsądnych ludzi. Nie działały na niego perswazje ani aluzje seksualne, za to przepuszczał niesamowite ilości pieniędzy. Być może dlatego klan Podłańcuchów chciał się go pozbyć, bo brakowało mu rozsądku rzemieślnika a dodatkowo bywał straszliwie aspołeczny.

Natomiast Kaito Technomanta, to inna para kaloszy. Czasem aż mnie ciarki przechodzą. To prawda, nie rozumiem jego pracy, jak już wspominałam nie mam żadnych, absolutnie żadnych inklinacji do wizji okultystycznych, ale nawet ja wyczuwam dziwną aurę go otaczającą, gdy pojawia się w tym swoim czarnym skórzanym płaszczu, z głową otoczoną hełmem i dziwnie małym plecakiem błyskającym iskrami wyładowań. W takich chwilach, na szczęście nielicznych, odbieram wrażenie całkowitej obcości, jakbym utraciła z nim wszelkie płaszczyzny porozumienia. Jak wtedy, gdy go znalazłam w magazynie, w cylindrze pełnym wody. Wszystkie zgromadzone wokół maszyny, dziwne wypustki i trzaski… Zupełnie jak tu.

Stukając lekko brzegiem kubka o zęby popatrzyłam na metalowy talerz. Coś na jego powierzchni pyknęło raz jeszcze, jakby ostrzegawczo i prawie usłyszałam oddech Kaito. Z trzaskiem odstawiłam kubek, odsunęłam szufladę biurka i wrzuciłam przedmiot do środka. Po chwili utonęłam w przeliczaniu trasy do klanu Pajęczyny.

***


Tak zastał mnie Julian. Popatrzył znacząco na puste krzesło Szpili.
- Mój kuzyn jest ze swoją narzeczoną – wyjaśniłam krótko nie przestając wertować map.
Ojciec obejrzał ławeczkę dla petentów, poczym podniósł znacznie wygodniejsze krzesło Szpili i przeniósł je obok biurka, tak, bym miała wrażenie przyjacielskiej pogawędki.
- Pojedziesz do klanu Borgów i sprawdzisz dla mnie kilka rzeczy związanych ze zbliżającym się ślubem.
- Odpada – odpowiedziałam kategorycznie w dalszym ciągu grzebiąc w papierach – W nocy wyruszam do klanu Pajęczyny. Muszę dopiąć na ostatni guzik zadanie, które mi poleciłeś wcześniej.
Patrzył przez chwilę bez słowa a potem poprosił, bym zostawiła papiery w spokoju, gdy z nim rozmawiam. Posłuchałam.
Popatrzyłam na jego jak zawsze pełną wdzięku postać rozpartą na krześle. Kantorek nagle wydał się jeszcze mniej elegancki niż zwykle. Co mówię – nigdy nie był elegancki – a w takich chwilach przypominał norę handlarza kobyłami.

Julian zawsze był pewny siebie i roztaczał delikatną woń luksusu, tak jak inni wydzielają pot. Jednak na skroniach ojca zobaczyłam pierwsze siwe pasma a lekko obrzęknięta twarz zdradzała lata i problemy, z którymi musiał się zmagać w czasie lat pełnienia funkcji decydenta. Poczułam lekkie ukłucie w sercu myśląc, ze on się starzeje. Ale zaraz mniej sentymentalny głos odpowiedział mi, że chyba zgłupiałam nabierając się na jego pozę troskliwego tatusia. To twardy kupiec jakich mało i to o nim myślał Kaito wspominając o „skurwysynach”. My, Hanzyci, często używamy określenia człowiek i kupiec zamiennie. A Technoklanyci – kupiec i skurwysyn.
- Gulietto, jesteś już dorosłą kobietą – zabrzmiało to tak troskliwie, że przesuwające się trybiki w moim mózgu zwiększyły prędkość – jest ci za ciasno u nas, więc pomyślałem, że pora na twój własny klan i własne interesy. Zanim zechcesz wyrwać mi mój, którym jeszcze trochę zamierzam pokierować.
Sprawdził, czy słucham. Słuchałam uważnie.
- W tej chwili Borgowie są słabi. Claudia przeniesie się do nas. To już postanowione. Jej brat, Alfredo wrócił z Omamu, to dobry kupiec, dość rozsądny, choć niektórzy uznają go za nazbyt porywczego.
Na przykład ja uznawałam go za nazbyt porywczego. Kiedyś na bankiecie u naszego patrona, którego oba nasze rody są klientami, rozzłoszczony rzucił we mnie talerzem. Do tej pory nie może przeżyć, że tak stracił panowanie nad sobą i jest wobec mnie lodowato uprzejmy.
- Jesteś od niego znacznie inteligentniejsza i sprytniejsza, po kilku latach zajęłabyś miejsce starego decydenta. To byłby udany mariaż i mniej nachalny niż działania Claudii. W obecnej sytuacji twoja obecność u Borgów jest jak najbardziej usprawiedliwiona, a ty już masz swoje sposoby, by przekonać do siebie mężczyznę, czyż nie?
Wstałam i nalałam nam obojgu wina. Insynuacja zawarta w jego słowach nie była celową obrazą, tylko stwierdzeniem faktu. Seks może być taką samą formą dyskusji jak każda inna.
- Wiesz, ojcze – postanowiłam ułatwić życie Szpili zanim zrujnuję ojcowskie plany – zdążyłam poznać Claudię. Przez kilka tygodni podróżowaliśmy z nią i uważam, że chociaż Borgowie skwapliwie skorzystali z okazji, to chyba Claudia i Szpila naprawdę się zakochali, albo przynajmniej w równym stopniu uwiedli. Jeśli jednak sądzisz, żeby odpłacić im pięknym za nadobne i mnie wydać za Afreda Nerwusa, to niestety jest to niemożliwe, choć nie wynika to z charakteru tego osobnika.
Ojciec zacisnął lekko szczęki czekając aż zacznę się tłumaczyć.

W takiej sytuacji rozmówca zazwyczaj wpada w sieć własnych słów, upiorne wrażenie przesłuchania potęguje jeszcze świdrujący wzrok Juliana. Ale ja byłam jego córką i kwestie pojedynków wzrokowych opanowałam już jakiś czas temu.
- Co do mojej przyszłości masz zupełną rację – jakby nigdy nic ominęłam temat ewentualnego mariażu – chciałam cię prosić o pozwolenie na opuszczenie klanu już po załatwieniu tej sprawy u Głuszców. Nie wyjadę daleko i nie zamierzam odpuścić sobie areny. Pomyślimy o dzierżawie i dalszej, satysfakcjonującej współpracy. Nie stracisz córki, przeniosę się dosłownie za miedzę – Klan Podłańcuchów, z którego pochodził Kaito, był tylko kilka dni drogi stąd.
- Wyjedziesz z tym technomantą. – to było stwierdzenie faktu. Celowo nie użył imienia mężczyzny, lecz określenia „teknomanto”, co w naszej rodzinie znaczyło prawie to samo co „dziwak”.
- Tak.
- On o tym wie?
Również potwierdziłam.
- Jesteś rzecznikiem naszego rodu. O tym powinna decydować starszyzna.
- Dowie się w swoim czasie – odpowiedziałam uprzejmie, choć treść słów taka nie była – tobie mówię teraz, bo nie chcę, żeby podczas mojej nieobecności wynikły pewne – zwiesiłam głos – konflikty między wami.
- Zatem – uniósł kielich – wasze zdrowie. Nie wiem, co w nim widzisz, jednak podziwiam, że przebiłaś się przez tą sztywną technoklanycką obyczajowość. Ale masz urok swej matki. Czasem po nocy z nią miałem zdanie całkiem inne niż poprzedniego wieczoru.

Po pierwsze, Kaito pochodzi z bardzo dobrego klanu, tylko my dotąd nie interesowaliśmy się sprzętem, co oczywiście zmieni się, jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli.
Po drugie, co Juliana naszło, że już drugi raz w ciągu ostatnich dni wspomina o mojej matce?
Po trzecie, Kaito poprosił mnie o rękę zanim ściągnęłam z niego cokolwiek.
Powiedziałam mu to wszystko i zauważyłam, ze jedna z moich uwag poruszyła jakąś czułą strunę.
- Tak ci było z nim dobrze, że się zgodziłaś? –zapytał autentycznie zainteresowany.
- Zgodziłam się zanim poszliśmy do łóżka – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – kto by pomyślał, prawda?
0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

~Kolejorz

Użytkownik niezarejestrowany
    Pióro Ci się wyrabia...
Ocena:
0
Każdy kolejny tekst czyta się coraz ciekawiej. Ale chyba lepiej sobie radzisz z opisami, niż dialogami :)

Tekst fajny, jeno zakończenie jakby płodzone na kolanie. A przecież masz dar do celnego puentowania swoich tekstów :)
05-03-2008 13:13
Siman
   
Ocena:
0
A ja tam czekam aż pojawi się Ciemność... :)
07-03-2008 01:26

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.