» Blog » Gulietta i Kaito Chwytak
25-11-2007 19:22

Gulietta i Kaito Chwytak

W działach: Gulietta z klanu Canalettich, klanarchia | Odsłony: 2

Ciąg dalszy historii sesyjnych :)


Chyba czas, żebym przedstawiła wam mojego ojca, Juliana, decydenta klanu Canalettich. Oto on, wchodzi lekkim krokiem do mojej sypialni, gdzie przedpołudniowe słońce maluje plamy na drewnianej podłodze. Ma na sobie jasne skórzane spodnie, białą koszulę i żółte rękawiczki poplamione krwią kurcząt. Poranny strój dżentelmena, który wrócił z porannego obchodu stajen. Zapewne pokazywał któremuś z naszych gości vyverny.
Gdy się odzywa, jego usta przybierają mimowolny uśmiech, tak, jakby miał coś miłego do powiedzenia, albo skrywał jakąś drobną ale sympatyczną tajemnicę. Zadziwiające jest to, że nawet karząc kogoś nie traci tego uśmiechu. Tylko raz widziałam go w furii z wykrzywioną twarzą i mówiącego podniesionym głosem. Tylko raz kłócił się z moją matką, tuż przed tym, jak odleciała by nigdy nie wrócić. Żadne z późniejszych zdarzeń: ani wtedy, gdy stanęłam przeciwko ojcu po stronie Kaito, ani w burzliwych negocjacjach, nigdy, aż do śmierci nie spowodowało by utracił kontrolę nad sobą. Był starszy i lepiej trzymał na wodzy swe uczucia.

Ale po cóż uprzedzać fakty. Oto on, jasnooki, ciemnowłosy pan naszego rodu. Lubi nocną grę w kości, miażdżyć przeciwników w dyspucie i sypiać z moimi koleżankami.
Uśmiechnął się widząc mnie jeszcze w pościeli i łagodnie skarcił za marnowanie czasu.
- Zbyt niepewnie się czuję – odpowiedziałam tonem usprawiedliwienia – chyba jestem w ciąży.
Niedowierzająco uniósł brew.
- To znaczy, staram się być.
Na pewno już o tym wiedział. Kaito wyszedł ode mnie skoro świt, montować jakąś rampę i potrzebował do tego dobrego światła, na pewno wypatrzyło go jakieś czujne oko.
- To zaraźliwe jak ospa – zaśmiał się – Monika na pewno cię namówiła.
- I zaoferowała się, że je wychowa – dodałam.
- To coś poważnego, czy tylko kolejny etap budowania swej potęgi w klanie?
- Tak jak zawsze, ojcze – odpowiedziałam tonem sugerującym, że to romans taki sam jak inne.
- Na szczęście jeszcze w ciąży nie jesteś – odpowiedział patrząc jak wstaję i wśród rozrzuconych na podłodze rzeczy zaczynam szukać ubrań – pamiętaj, że podjęłaś się werbunku specjalistów na wyprawę do klanu Głuszców.
- Świetnie mi idzie – Kaito był jednym z tych specjalistów – pamiętaj, że znalezienie odpowiedniego technomanty było najtrudniejsze.

Pomarudziwszy chwilę nad wyborem ubrań, wyciągnęłam ażurowy szal, jeden z prezentów od ojca. Nagość w naszych rodzinach nigdy nie była towarem deficytowym. Raczej pospolitym. Hanzytka musi się starać, by przypadkiem nie być niemodną, co jest większym błędem niż bycie wulgarną.. Jako dobrze wychowana panienka z wysoko postawionego domu byłam ubrana nawet wtedy, gdy byłam naga. Pierścionki na palcach, delikatny tatuaż nad pośladkami czy szarfa przewiązana na ramieniu to mój ubiór gdy nie mam na sobie sukni. Julian lubił szczupłe kobiety, Monika ostatnio znacznie przybrała na wadze, zatem nie wątpię, że z przyjemnością patrzył na mnie. Oboje wiedzieliśmy, że rozmowa o ciąży to tylko żart.
Owinęłam się szalem, usiadłam na parapecie by, wypalając porannego aromatyzowanego papierosa, patrzeć na wzgórza pokryte złotą trawą. Stąd nie było widać placu budowy ale ja wiedziałam, że mój technomanta w pocie czoła buduje swoją wizję wielopoziomowej areny.
- Powiedz mi Gulietto, gdzie spotkałaś Kaito?
Już gdzieś słyszałam to pytanie.

Nie zrozumcie mnie źle.
Może i jestem rozpuszczoną panną z kupieckiej rodziny, która czasem szarżuje bez potrzeby, może nie mam tylu lat doświadczenia co Malakkia Wdowa czy co by daleko nie szukać, mój ojciec Julian. Mam wady, o których wiem, oraz takie, które by przykleili mi ludzie spoza naszej rodziny. Nikt nie lubi wścibskich, obrotnych Hanzytów, a ja stanowiłam kwintesencję układności i obrotności, jak węgorz jest esencją rzeki. Poza tym byłam ładna, wykształcona, miałam pieniądze i plecy, nikomu nie udało się złapać mnie za rękę i jak dotąd, brałam to, co chciałam. Wydawać by się mogło, że mam dużo szczęścia, które kiedyś się skończy, tak szczodrze czerpałam z jego źródła.

Ale jest coś, o czym nikt nie wie. To dar, zmysł, z którym się urodziłam. Nie mówię tu o tajemnych przeczuciach, snach czy wizjach. Nigdy nic mi się nie śniło, ani żadna wizja nie spłynęła na mnie nawet po nafaszerowaniu się prochami. W tej dziedzinie zawsze byłam kołkiem.
Za to umiem słuchać ludzi. Wiem, co chcą powiedzieć, nawet jeśli o tym nie mówią. I co chcą usłyszeć. W ułamku sekundy połączyłam w myślach w jedną całość pytania, które zadała mi Monika, pytania okolicznościowe ludzi z naszego domu – Kaito spał w naszym domu w pokojach dla gości, a wszyscy Hanzyci są z natury ciekawscy - delikatne podchody i obserwacje. I teraz pytanie ojca było kulminacją kilkudniowych podchodów.

W chwili, gdy odpowiadałam, moje oczy spotkały się z oczami ojca i w tym momencie wiedział, że go rozgryzłam. I także, mimo całego mojego sprytu i zmysłach wytrawnego negocjatora, że kłamię. Zabrakło mi tych kilku lat doświadczenia. I choć oboje zobaczyliśmy za dużo swoich kart, nie mogliśmy wytknąć sobie kłamstwa. Bo żeby to zrobić, potrzebne są fakty, a mieliśmy tylko przeczucia. Mimo to Julian wiedział, że kłamałam kryjąc coś bardzo poważnego. A ja wiedziałam, że ojciec prędzej mnie zabije niż pozwoli odejść z Kaito. I nigdy nie dopuści do tego, żebyśmy byli razem. To był podwójny sztych. Każde z nas zadało cios i każde odsłoniło serce przeciwnika.
- Spotkałam go w klanie Podłańcuchów – odpowiedziałam lekko – pomogliśmy mu pozbyć się kultystów, którzy osiedlili się w pobliżu. Jego klan w podzięce pożyczył go nam na kilka miesięcy. Rozbudowa mojej areny to element umowy, za część zysków Kaito i jego technicy zbudują nam najnowocześniejszą arenę walk w tej okolicy.
- Moja dzielna dziewczynka – powiedział rozszerzając usta w uśmiechu, który nie obejmował oczu.
0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Jeremiah Covenant
   
Ocena:
0
Niezłe, czekam na ciąg dalszy.
25-11-2007 20:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.