» Blog » Mniej uczęszczana ścieżka (praktycznie) bez ofiar
03-12-2008 11:40

Mniej uczęszczana ścieżka (praktycznie) bez ofiar

W działach: Klanarchia, samo życie | Odsłony: 4

Mniej uczęszczana ścieżka (praktycznie) bez ofiar

Kiedyś byłam naprawdę nawiedzona. Niektóre swoje opinie czy zdania wspominam z większym wstydem niż sytuację, gdy moja mama znalazła prezerwatywy w kieszeni kurtki, która sobie pożyczałyśmy. To drugie, mimo, iż dla mnie oznaczało giga awanturę a dla mamy klęskę wychowawczą, wspominamy czasem ze śmiechem na rodzinnych spotkaniach.

 

Zasadniczość i twardogłowość jest czymś, o czym myślę z pewnym zażenowaniem. Zdaję sobie sprawę, ze to etap dorastania, ale, no, wiecie... Nie ustępowałam na krok, trzymałam się tylko swojego - świętego i uzasadnionego - zdania. Muzyka inna niż „odpowiednia”? Kolor inny niż czarny? Lakier do paznokci w zielonym kolorze? Szminka odbiegająca od palety barw czarno-purpurowych? Książki inne niż poważno-nawiedzone czy chociaż ironiczno-melancholijne? No, chyba że to były horrory.

 

W zasadzie to chyba właśnie horrory mnie uratowały, bo uratowały tą cząstkę mej duszy, która lubiła humor i dystans do większości spraw, które tylko wydają się być śmiertelnie poważnymi. Uratowały mnie też erpegi i, jak sądzę, moja erpegowa ekipa.

 

Tu wkraczam na pole, którego zawsze staram się unikać, bo tu też czai się opinia, której nie zawsze potrafię obronić, mianowicie, uważam, że luzackie podejście i umiejętność zachowania dystansu plus mrużenie oczu na zbyt świecące światło idei i prawd objawionych jest niezależna od płci.

 

Ale zacznę od początku. W mojej rodzinie najbardziej nawiedzone i zasadnicze były kobiety. Starcie moich dwóch babć to widowisko, które dorównywało walce dwóch płyt tektonicznych. Żadna nie ustąpiła a wokół latali przerażeni mieszkańcy miasta leżącego na tymże uskoku. W szkole zawsze miałam nieliczne grono koleżanek, które na przykład potrafiły wstać i powiedzieć nauczycielce prosto w oczy, to, czego obawiała się cała klasa.

 

Dziś, obserwując działania moich przyjaciółek, jestem pewna podziwu a czasem i lęku. Hasło: kto nie jest ze mną, ten przeciwko mnie praktycznie o sekundy poprzedza wyciągnięcie broni i złożenie się do strzału. Za swój sukces uznaję to, że nie daję się wciągać w konieczność wybrania strony, bo, wierzcie mi, nawet powiedzenie "faceci z dredami też są fajni, to nie muszą być zapchleni impotenci" wymaga szczypty odwagi.

 

Kiedyś wyrzucono mnie z zamkniętych rekolekcji, za dyskusje o tym, czy można kochać kogoś bardziej niż boga (nie pomogło też paradowanie w zbyt ekstrawaganckiej piżamie), więc mówię wam, wiem, o czym mówię - postawienie się czeredzie przyszłych-zakonnic-z-ksiedzem-rekolekcjonistą-na-czele nie było tak trudne, jak niektóre wypady na zakupy z moimi koleżankami :)

 

W każdym razie moje doświadczenie życiowe wskazywałoby, że to raczej kobiety są czołgami bezlitośnie broniącymi okopanych pozycji (czy jak to się tam nazywa). Z drugiej strony - popatrzmy na przykład na dyskusje na polterze. To faceci walą posta za postem, by ostrzelać pozycje wroga - bo każdy, kto ma ciut inne zdanie to wróg, zdrajca, dywersant - główni flejmerzy to panowie. Wiem to, bo czasem w Moim Mężczyźnie odzywa się dusza Godzilli, wypełza z morza beztroski by rujnować miasto postawione przez nie-znajacego-sie-na-niczym-a-w-szczególności-na-tym-temacie wroga :)

 

Czasem się zastanawiam, jak niektórzy faceci, którzy wyprują w dyskusji flaki przeciwnikowi (i wszystkim jego bliskim), potrafią tak fajnie grać w czasie sesji. Gdy dochodzi co do czego, potrafią dogadać się, ba! znaleźć kompromis zadawalający wszystkich. To właśnie moi znajomi faceci w realu (bo w necie to śmierć i zgroza) udowadniają mi, że po pierwszym rzucie mięchem potrafią zaśmiać się, zapalić papierosa i dogadać. I jakoś nie przyjmują tego jako przegranej. Dogadali się - i o to chodziło.

 

I to właśnie jest dla mnie zastanawiające: w realu to kobiety są nieustępliwe, twarde i zawzięte (nie wszystkie, ale to się zauważa), a w necie – mężczyźni nie ustąpią na krok, będą wyć, bluzgać i oskarżać o korupcję i to w sprawach, które nie są warte nerwów ani pieniędzy. Jakoś zatracają swoją zdolność patrzenia z przymrużeniem oka i dystansem do sprawy. Nagle liczy się to, kto będzie głośniejszy i – uwaga, to lubię najbardziej – kto napisze ostatniego posta. Zupełnie jak w zabawie: kto ma rację? Ja! Ja! Ja! Ja razy dziesięć! Ja razy nieskończoność! Ja nieskończoność plus jeden!

 

Nie wyobrażacie sobie, co czasem przetoczyło się przez nasz dom przy omawianiu zasad, tworzeniu postaci czy mechaniki Klanarchii. Większość przykryła słodka mgiełka zapomnienia, ale uwierzcie mi, począwszy od pierwszych opisów walki w jeszcze nie istniejącym świecie (to kretyństwo! Tak nie można atakować!) po jazdy z rysownikami, którzy mieli już dość wiecznego poprawiania i uwag co do "kreski", cały ten projekt mógłby się skończyć praktycznie w każdej chwili, gdyby nie umiejętność spuszczenia z tonu. Bo zacietrzewienie i uparte stawianie na swoim do niczego konkretnego nie prowadzi. Jeśli każdy lord się okopie w swoim zamku, to nigdy się nie spotkają w karczmie na piwie.

 

Oczywiście, to co niektórzy uważają za dyskusję dla innych jest tylko polem bitwy i ćwiczeniami z erystyki i jazgotu forumowego. Czytaliście może „Sklepik z marzeniami” Kinga? Była tam naprawdę świetna postać: gruba, nieprzyjemna baba, która za cel życia uważała toczenie wojen. Z każdym, o wszystko: z mężem o nie pozbierane pranie, z sąsiadką o ujadającego psa. I to nawet nie chodziło o krzyk, nie była też głupia, wykorzystywała wszystkie dostępne rekwizyty od postawienia się w pozycji skrzywdzonej kobiety po gromki atak na niczego się nie spodziewającą ofiarę.

 

Niektórzy tak mają. Dzień bez walki jest dniem straconym. To pewnie cecha taka jak leworęczność czy strach przed kurczakami, cecha, nad którą można zapanować, ale tylko super wysiłkiem woli. Tak, uważam, że są ludzie, którzy wstają rano i mówią „a teraz zjebię komuś dzień”. Nawet jeśli przykrywają to myślą „A dziś nawrócę kogoś na właściwą ścieżkę i objawię mu Prawdę co do książki, filmu, noszenia majtek w lokomotywki”.

Oczywiście, to dosyć skrajne przypadki, ale wiecie, sytuacje o prawdopodobieństwie 1:1000000 przydarzają się w 99%.

 

Jak pisałam, kiedyś byłam nawiedzona pod wieloma względami. Mroczna i darkowa, nawet to chyba dobrze, że kiedyś ciuchy emo i inne takie nie były dostępne, bo wówczas pokazałabym się z prawdziwie true strony.

 

 

Ale wiecie, kiedy się czyta, pisze o horrorach, w których często znajdujemy i makabrę i humor, to jest pewnego rodzaju oswajanie rzeczy zbyt poważnych. Jest tu też sporo poczucia humoru.

 

Horror jest często bardziej luzacki niż reszta fantastyki, może dlatego, że nie przejmuje się tym, żeby mieć misję (i może właśnie dlatego często ją ma :)). Poza tym przebywając ze znajomymi erpegowcami, którzy mają luzackie podejście do wielu spraw, człowiek sam się „luzuje”, żeby nie wyjść na nadętego buca. Żeby jeszcze ten luz był widziany na forach.

 

Ostatnio, przeglądając ostatnie, prawie całkowicie poskładane już pliki z Klanarchią tak właśnie sobie myślałam o tym, jak wielu mocno różniących się podejściem do świata i tego systemu ludzi wzięło udział w tym projekcie. Wiem, że większość z Was tego nie widziała, część zobaczy po wydaniu podręcznika (albo i nie). Jednak, nawet jeśli nie udzielałam się tak mocno jak powinnam, to Klanarchia przez kilka lat była mocnym elementem w moim życiu. Najpierw było testowanie i uzgadnianie w gronie bliskich znajomych.

 

Moje kłótnie z Iwem prawdopodobnie dały początek zasadom „współgrania”, Miękkiego marudzenie o bonusach związanych z bronią to ciągłe dyskusje o zasadach walki (i dlaczego nie miałyby zajmować pół podręcznika???), Sławek, choć grywał rzadko (ty leniu!) to często zwracał uwagę na wpływ mechaniki na „konwencję”. Ślimakołak i Konrad zawsze byli przykładami graczy wpadającymi na dziwaczne pomysły, które nie zawsze szły w parze z intencjami drużyny ale zawsze prowokowały apokalipsę. Być może oni byli twórcami „wiedźmiarza”, który robi to, na co ma ochotę. A Vereena pokazała nam wszystkim jak grać hanzycką damę. Być może pamiętam to tak, jak chcę pamiętać i zasady te były ustalone już wcześniej, ale właśnie ci konkretni gracze sprawili, że archetypy błyszczały, sytuacje się klarowały a wszyscy mówili: łał, to właśnie tak powinno być.

 

Myślicie, ze wszystko było od razu poustalane? Skąd! Archetypy leciały z furkotem, jeśli nikt nie chciał grać rolnikiem, to mimo iż archetyp był „życiowy” leciał na pysk. Na pomysł kart zagrywek wpadliśmy przy egzorcyzmach i choć one same nie znalazły się w podręczniku (gdyby był dodatek o egzorcystach, to karcianka do pojedynku z demonem jest już gotowa), to przerobione zostały na zagrywki. Skoro cos się sprawdza, to żal nie wykorzystać :)

 

Kłóciliśmy się, burmuszyliśmy i przywlekaliśmy różne obce osoby na sesje, żeby przetestować różne układy. Było czasami ostro, nawet w naszym własnym, znającym się od lat gronie i niejednokrotnie trzeba było gasić ostre spory. Gdyby nie pójście na kompromis, nie wiem, kto by się ostał z ekipy. To znaczy, Furiath i tak by wszystko napisał, ale… no wiecie.

 

I teraz wyobraźcie sobie, jak przetestowany przez Nas, wypieszczony i ukochany system dostaje się w łapy profanów, których nie znamy a którym się wydaje, ze wszystkie rozumy pozjadali. Betatesterów. Furiath, który nie ma ojcowskiego podejścia, wsparty doświadczeniem przyjął relacje i uwagi na zimno. Jednak trzeba było widzieć niektórych z nas: Co? Kto miał taki głupi pomysł, żeby…. Jak to się nie sprawdza? Nie wycinaj tego i zapytaj innych o zdanie! Czy ten ktoś w ogóle w to grał czy się tylko wymądrza?

 

Wiecie, to byli obcy nam ludzie i mieli uwagi do naszego wspaniałego skarbu… No, ale wyluzowało. Powiem, że cieszę się, ze wszystkie te rzeczy nie były roztrząsane na forum otwartym :) Ja sama z biegiem lat musiałam pogodzić się z niektórymi zmianami, ale uważam, że i systemowi i mi wyszło to na dobre. Może dlatego, że przez te lata nauczyłam się dystansu i łatwiej akceptuję to, że inni ludzie - nawet Furiath - mogą mieć inne od mojego zdanie (ale i tak muszę popracować nad jego brakiem szacunku do niszowych horrorów).

 

Myślicie, że taki element jak grafiki i rysunki nie wzbudzają kontrowersji? He, He :) Za dużo krwi, za mało nagości, za bardzo fantasy, nie tak, nie inaczej, za sztuczne, za duże cycki, za małe… Flejm „okładkowy” to ledwo popłuczyny po tym, co się czasem działo na gg czy spędach. Sami rysownicy czasem wkurzeni do białości po entych poprawkach i godzinach nad jednym rysunkiem rzucali w przestrzeń gadu gadu: spadajcie na drzewo! Ja sama czułam się totalnie wypruta prowadząc z grafikiem dyskusję o zmianie elementu rysunku: wg mnie całkiem niewłaściwego i nie pasującego do konwencji, wg autora – cackiem i najważniejszym elementem.

 

Czy to wszystko udałoby się, gdyby twardo trzymać się reguł nie ustępowania na krok? Pewnie tak. Moja babcia zawsze mówiła, że wszystkiego trzeba dopilnować (taki nawyk z czasów komunistycznych, kiedy o wszystko trzeba było walczyć). Oczywiście, wówczas nad każdym trzeba stać, pilnować, a sprzeciwiających się wywalać na pysk. No, ale myślę, że wówczas bylibyśmy innymi ludźmi niż jesteśmy i być może każdy z nas pędziłby inną ścieżką życiowej kariery.

 

Dogadywanie się to często pójście na kompromis. Praktycznie zawsze. Przyjmując do wiadomości opinię innego człowieka robimy coś, na co praktycznie nie mamy szans w normalnym trybie: przez chwilę patrzymy na przedmiot sporu z innej strony. Cieszę się, że w naszej ekipie nie było ludzi, którzy wstają rano, żeby wygrać walkę i w zasadzie mają jeden cel: pokazać innym sukinsynom, że tylko ja mam rację. Było za to sporo osób, których celem było wydanie podręcznika.

 

Tak, wiem, ja też czekam.

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Jeremiah Covenant
   
Ocena:
0
"więc mówię wam, wiem, o czym mówię" :D

Świetny wpis.
03-12-2008 12:22
Ifryt
   
Ocena:
0
Pozytywna notka o jasnych stronach kompromisów.

(No tak, bo istnieje także i ciemna strona. :> Wtedy gdy ostateczni nikt nie jest zadowolony z osiągniętego efektu, a po drodze wszyscy się na siebie wzajemnie poobrażali...)
03-12-2008 12:23
Ysabell
   
Ocena:
0
Tak się ciekawie zapowiadało, a na końcu znowu o Klanarchii... Błe... ;)

Wydajcie to w końcu, to może senmara wróci do starych dobrych tematów. ;P
03-12-2008 13:07
Iman
   
Ocena:
0
Mniam mniam, taka długa notka to dobra pożywka dla mojego mózgu ;)
03-12-2008 16:13
8536

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
No, mam nadzieje, ze Klanarchia bedzie warta tego calego medialnego szumu ;)

Przyznam sie, ze jest to najbardziej oczekiwany przeze mnie podrecznik. Pobil Wolsunga, a White-Wolf i ISA moga isc razem na spacer. A to juz cos, dla kogos, kto ma wiecej systemow niz lat (podstawowke juz skonczylem, reszte edukacji zreszta tez ;)).

A Senmarze gratuluje asertywnosci w dobrym znaczeniu tego slowa :)
03-12-2008 20:09
senmara
   
Ocena:
0
No wiecie, skoro jakiś system wciąż jest na tapecie, wydarzeniem dnia są poprawki przysłane od wydawcy, to można powiedzieć, że samo sie odbija na moim życiu. Gdybyśmy grali w młotka, pisałabym o młotku.

Poza tym mam ostatnio nudne życie: kot wciąż śpi, imprezy z pewnych względów przesunęły się na plan dalszy, w pracy nudy, życie osobiste kwitnie a więc, kto by chciał o tym czytać?
03-12-2008 21:21
Alkioneus
   
Ocena:
0
to właśnie jest dla mnie zastanawiające: w realu to kobiety są nieustępliwe, twarde i zawzięte (nie wszystkie, ale to się zauważa), a w necie – mężczyźni nie ustąpią na krok, będą wyć, bluzgać i oskarżać o korupcję i to w sprawach, które nie są warte nerwów ani pieniędzy.

SI!
Inna sprawa, że sporo mężczyzn zatraca całkowicie swoje pieniactwo w konfrontacjach właśnie z kobietami a kobiety często zaczynają wchodzić w tryb 'tratowania' zwłaszcza w w zwarciach z kobietami.
03-12-2008 23:59
Narmo
   
Ocena:
0
Ech, Senmara... Czemu jak czytam twoje wpisy, to czuję jakbym znała cię od lat?
04-12-2008 11:14
senmara
    - Narmo
Ocena:
0
Pewnie jestem średnią statystyczną :P

(nie mówicie Mojemu Mężczyźnie, niech nadal uważa mnie za wyjątkową i niepowtarzalną)
04-12-2008 11:25
Drachu
   
Ocena:
+3
Żarcie się na forum jest fajne, bo nawet przy najgorszej pyskówce nie niesie za sobą jakiegoś wielkiego ładunku emocjonalnego - ot spięcie na forum. Coś do czego łatwo podchodzić z dystansem. I, mimo zdarzających się flejmuf, znacznie częściej ma znamiona dyskusji - są dwie strony, są argumenty i tak dalej. Fajnie sie żreć na forum, bo to po prostu dość rozbudowana dyskusja o tym, co lubię.

Żarcie się na żywo ma znacznie większy ładunek emocjonalny, a znacznie mniej ciekawej treści. Lepiej się zasmiać, złagodzić sytuację i na spokojnie pogadać o konkretach.

Co do kobiet - jest taka legenda ludowa, że mężczyzna mężczyźnie nie podłoży takiej świni jak kobieta kobiecie. Często się sprawdza ponoć.

Zauważyłem też, że grono RPGowe idealizuje kobiety (ah ci romantycy), że niby łagodzą spory, leczą rany i sprowadzają deszcz w upały. Nie wspomnę już o tym, jak RPGowcy jarają się na widok dziewczyny grającej w RPG. To kobieta jest taką egzotyką? Często widzę też w tym nutę nerdowskiego rycerstwa - chłopaki podkładają się w Jungle Speeda, by wygrały kobiety (mimo, że nie każdej kobiecie podoba się świadomość forów) i robią podobne rzeczy, w założeniu rycerskie, ale w rzeczywistości raczej obraźliwe.
04-12-2008 11:47
8536

Użytkownik niezarejestrowany
    @Drachu
Ocena:
0
Bo mentalnosc "rycerska" w gruncie rzeczy jest dla kobiet obrazliwa. "Bede cie bronil, szanowal, wstawal na twoj widok, podawal najlepsze kaski, ale masz zamknac pysk, wyszywac kilimy, rodzic dzieci i sie mnie sluchac" ;)
04-12-2008 11:56
senmara
   
Ocena:
0
Heh, poczytuję sobie ostatnio Kaznodzieję, fajny komiks :)

Laska, którą facet zostawił poza "polem walki" żeby "jej sie nic nie stało" po jego powrocie zainicjowała scenę romantyczną, przykuła do łóżka kajdankami a potem zostawiła i poszła na drinka z przyjaciółką. No bo przecież mówiła jasno i wyraźnie, że sobie poradzi.


04-12-2008 12:13
8536

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Mi sie zawsze podobal "Pielgrzym" - byl taki deadlandsowo-neuroshimowy (czyli pieklonaziemiowaty). A ja lubie te systemy :D
04-12-2008 12:51
vanderus
   
Ocena:
0
Temat na mocną polemikę, bo kompromis ponad wszystko (a miejscami tak apel odbieram) to nie moje bajka :-)

Ale z jednym nie zgadzam się zupełnie:

"w zasadzie mają jeden cel: pokazać innym sukinsynom, że tylko ja mam rację"

Może nie wiem wszystkiego, ale wydaje mi się, że gdyby Furiath nie był takim "sukinsynem", który rano wstaje i z podobnym nastawieniem rusza do dzieła, by udowodnić, że jednak Klanarchia powstanie, to tego systemu w ogóle by nie było.
04-12-2008 12:56
15322

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
-2
Wzruszające
04-12-2008 14:53
teaver
   
Ocena:
0
Always look at the bright side of life...

@Vand - jak tam mackowate Nadieństwo? Wrzuciłbyś jakieś zdjątko...
04-12-2008 20:58
18

Użytkownik niezarejestrowany
    Ysabell Moebius +1
Ocena:
0
Czytało się świetnie do momentu, kiedy zauważyłem grafikę z Klanarchii, a przestałem czytać, gdy zobaczyłem słowo "Klanarchia" w treści. Szkoda, przedklanarchiowe wpisy były o wiele lepsze.
05-12-2008 08:19
senmara
   
Ocena:
+1
Ech, moja mama też uważa, ze byłam takim fajnym dzieckiem, dopóki nie zaczęłam się interesować fantastyką, horrorami i facetami.

Powiem tak: bywa. macie pecha, że Wam sie nie podoba :)
Piszę o tym, co jest ważne i ciekawe w moim życiu, na szczęście na blogu nie obowiązują mnie ograniczenia "działowe" i mogę pisać o literaturze chick-lit, kotach, o tym co robię i śmiesznych wypadkach w pracy. Chociaż to ostatnio to już nie zawsze, bo coraz wiecej osób zna mój blog. Polter ma za dobre pozycjonowanie....

I muszę Was ostrzec, włączyło mi się przedświąteczne zboczenie ciasteczkowe, więc w nalbliższych wpisach będzie tylko o żarciu :) Ascetycznych zwolenników chleba i wody dędę morderować bez litości.

Co do wypowiedzi Vanderusa: oddzieliłam tu trochę siłę motywującą do parcia do celu od realizacji dzieła do której potrzebny jest kompromis. Gdyby Furiath po napisaniu pierwszej wersji systemu chciał wydać to według swojej wizji, to byłby to inny system :)
O niektórych rzeczach zapomnieliśmy, ale mechanika była pisana kilka razy.

Na stronie internetowej był kiedyś wpis dotyczący niewolnictwa, które też wyleciało po uwagach betatesterów, chociaż nam wydawało się w klimacie i grywalne. Było mnóstwo takich rzeczy, które zostały zmienione lub zmodyfikowane. Ktoś kto mówi: ma być tak a nie inaczej może mieć super siłę przebicia ale nic nie zmieni.

To trochę tak jak z napisaniem opowiadania. Autor pisze, podnieca sie samą wizją, myśli o pisarzach, którzy zapoczątkowali nowe trendy. Potem dostaje uwagi kogoś "obcego" i 1) przyjmuje to na klatę i zaczyna współpracę, 2) myśląc o poetach, którzy zostali docenieni dopiero po śmierci, nie zgadza sie na żadne poprawki. Drugie wyjście nie jest takie złe, bo redaktor też może się okazać bałwanem zakochanym w jedynym słusznym stylu pisania, a autor ma po prostu opór wewnętrzny i pogodzenie sie z tym za duzo by go kosztowało.

Nie mam jakiegoś super doswiadczenia w pracy z autorami, ale to co mam wskazuje na to, że "współpraca" i porzucenie wizji dzieła jako jedynego dziecka, które ktoś chce zgwałcić, przynosi efekty w postaci publikacji. Systemy rpg wg mnie jeszcze bardziej potrzebują "spojrzenia" z drugiej strony, bo ktoś ma to nie tylko przeczytać, ale także w to grać - więc zrozumieć świat, zasady, sprawnie poruszać sie po całym obszarze podręcznika.

Czasem mamy do czynienia z takimi ksiażkami, których - tak to wygląda - nikt nie czytał przed wydaniem. Jakiś czas temu gadałam z autorem, którego książka była do mocnej poprawy, zmian w fabule, no po prostu do napisania jeszcze raz. Autor powiedział mi, ze wie, ze ksiażka jest "specyficzna" ale on ją napisał x lat temu, jak miał 18 lat, ma sentyment, a teraz stać go na to, by ja wydać i postawić na półce. Żeby się chwalić potomkom.

Od tego czasu mam taki podświadomy lęk, że pewnie jest więcej takich ksiażek. Napisanych przez autora dla samego siebie :)
05-12-2008 08:54

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.