» Blog » Wpis kulinarny
17-03-2009 18:32

Wpis kulinarny

W działach: Straszne historie | Odsłony: 1

- Gdyby nie ta anemia, to naprawdę nie ma się czym martwić. Mam nadzieję, że dobrze się pani odżywia? Jakieś zachcianki jedzeniowe? Gwałtowne awersje? W zasadzie tym nie należy się martwić, jeśli się nie przesadza.

- W zasadzie nie, niewiele się zmieniło w moim życiu. Tak w ogóle. Hm... chociaż na początku...

Wie pan, na początku bywało kiepsko. Ale wcale nie tak, jak sobie to wyobraża większość ludzi i jak sądziłam, że będzie.
Niektórzy uważają, ze kobiety w ciąży mnóstwo jedzą, dosłownie żrą wszystko, najlepiej w zestawach ogórki kiszone plus lody, albo papryka marynowana razem z chałwą.

- No, niektóre pacjentki właśnie o tym mówią.

Może po prostu powtarzają opinie, nie wiedzą, co właściwie chcą powiedzieć, bo takie ekstremalne połączenia kulinarne jednocześnie są i nie są prawdą. Na początku dziecko w brzuchu jest czymś bardzo abstrakcyjnym i to przez kilka miesięcy. Kobieta mieści się w swoje sukienki, tak samo wygląda, czasem przybędzie kilka centymetrów w talii, ale to tak jak po sutym obiedzie w restauracji. Jedyne objawy to kojarzone dotychczas z chorobą mdłości i upośledzenie smaku. Bo chyba tak mogę to nazwać?

Upośledzenie smaku

Właśnie, upośledzenie smaku. Wszystko, czego smak doskonale znałam zaczęło smakować zupełnie inaczej. Ryzykowałam otwierając pudełko z lodami i słoik ze śledziami. Czekolada od znanego producenta ni stąd ni zowąd przestała smakować czekoladą i nawet jeśli przeszukałam całą lodówkę i ponadgryzałam wszystkie znalezione produkty, żaden nie smakował tak jak powinien. I zaraz potem zdarzyła się ta rzecz z mięsem...

-Ale nie jest pani wegetarianką? Bo wtedy...

- Nie, jestem tradycjonalistką jedzeniową.

Największym zaskoczeniem był smak i zapach mięsa. Lubiłam surowe mięso, tak, wiem, nie powinnam teraz jeść surowego. Ale kiedyś gdy kupowałam świeże, surowe mięso na pieczeń czy kotlety, odkrajałam ładny kawałek i dzieliłam się nim z moim kotem. Jedliśmy po kawałeczku, po różowiutkim, apetycznym kąsku z dala od oczu domowników, którzy ledwo tolerowali tatara i w ogóle nie znali się na różnorodności smaków.

W tamtych miesiącach odrzucało mnie od mięsa. Nie znaczy to, że nie miałam ochoty! Marzyłam o kotletach w panierce, delikatnych płatach polędwicy pieczonej w ciemnym sosie. O mięsie kurczaka odchodzącym od kości. O oblizywaniu tych kostek, zatopieniu zębów w soczystym kawałku szynki pieczonej z jabłkami. No, o wszystkich tych rzeczach, które przychodzą na myśl mięsożercy gdy słyszy hasło "dobrze przyrządzone mięsiwo".

Ale okazało się, że i mięso smakowało w sposób upośledzony. Gorzej, miało taki smak, jakiego nie mogłam znieść, choć marzyłam o nim. Może to wina przetwarzania, a może sklepu, w którym robię zakupy. W każdym razie pewnego dnia zaraz po pracy popędziłam i kupiłam szynkę na pieczeń. W domu rzuciłam w kąt resztę zakupów i zabrałam się za przygotowywanie brytfanki i innych gadżetów potrzebnych do zrobienia upragnionego dania. Mój kot grzecznie czekał przy swojej miseczce, bo chociaż ja nie mogłam, to on liczył na swój przydział :)

Już w chwili gdy odwijałam szynkę z pergaminu poczułam niepokojący zapach. Była zepsuta. To znaczy nie śmierdziała tak na maxa, nie była zielona ani oślizgła. Ale wyczuwałam dziwny zapach jakby chemikaliów, może świnia była karmiona hormonami lub jakąś "szaloną" paszą. A może po prostu było nadpsute i płukali je w sodzie czy czymś takim. Mało to się słyszy o "odświeżaniu" mięsa? Zapytałam o zdanie domowników, ale nie podzielili mojej opinii, według nich wszystko było ok. Tylko kot, którego obserwowałam uważnie, ostentacyjnie opuścił stanowisko przy misce. JEMU też nie smakowało.

Potem to tylko się nasiliło. Często przygotowywałam mięso na obiad, ale jeszcze częściej je wyrzucałam, lub sama rezygnowałam z jedzenia. Co nie znaczy, że opuściła mnie ta dziwaczna oskoma. Wręcz przeciwnie: dostawałam ślinotoku patrząc na zdjęcia potraw w książkach czy Internecie. Nie mogłam się powstrzymać przed przeglądaniem stron z przepisami, te na gazecie.pl przewertowałam chyba kilkadziesiąt razy, poświęcając czas głównie przepisom ze zdjęciami. Musiałam im nieźle podnieść statystyki odwiedzin :)

Potem zaczęłam myśleć o sobie. O tym, że moje ciało jest zdrowsze i czystsze od tego sprzed kilku miesięcy - przestałam pić alkohol, kawę, herbatę. Rzuciłam palenie. Skoro nie piję to nie miewam kaca i nie łykam garściami prochów. Wnikliwie czytam etykiety i odrzucam wszystkie śmieci. Rety, jestem zdrowsza niż większość produktów na rynku żywienia!

I to właśnie ta myśl doprowadziła do próby zaspokojenia swojej tęsknoty za czystym, nie zepsutym i nie skażonym mięsem. Leżałam w łóżku, zwinięta w kłębek, nie głodna, ale i nie najedzona.

Zazdroszczę tym osobom, które mogą zjeść cokolwiek, byle się w miarę smacznie najeść. Nie poznają nigdy pragnienia, które jest równe tęsknocie emocjonalnej, gdy ciężar zjedzonego "czegoś innego" w żołądku równa się zdradzie ukochanego, który wyjechał do Anglii, więc poszliśmy do łóżka z kimkolwiek, w nadzieli zaspokojenia tęsknoty. Umysł jest ciężej oszukać, a sprawa zaczęła już dotyczyć sfery emocjonalnej, nie tylko kwestii smaku.

Pierwsze ugryzienie w zasadzie nie bolało, bardziej paląca była owa tęsknota, tęsknota, jak się okazało za ciepłą, czystą krwią i świeżym mięsem. Delikatnym, może właśnie dlatego tak smacznym, bo jeszcze żywym. Bolało dopiero później.

I wtedy olśniło mnie, że jest jeszcze jedno źródło czystego pokarmu. Nie, wcale nie myślę o moim mężczyźnie :) Bo chociaż zawsze ładnie i zdrowo pachnie, to mam świadomość tych wypijanych litrów piwa i napojów gazowanych, setek papierosów, red bulli i innych takich.

To kot. Kot, pokryty miękkim, czyściutkim futerkiem, karmiony najdroższą karmą (bez popiołu), w którego miseczce zawsze była świeża, filtrowana woda. O sprawności mojego kota można też było wiele powiedzieć: chociaż to typowy kot domowy (odpada ryzyko pasożytów, którymi mógłby się zarazić od obcych kotów) zdrowia i hartu dowodził wykonując najbardziej skomplikowane akrobacje. Szczepiony, doglądany, głaskany i szczęśliwy. Nawet najbardziej szczęśliwe kury zielononóżki nie były bardziej "smaczne".

Nieświadomy mych pełnych pożądania spojrzeń prężył mięśnie pokryte aksamitnym, bielutkim jak śmietanka lub waniliowe lody futerkiem. Każdy wibrys tryskał zdrowiem, każde przytulenie niosło zapowiedź ciepłego zdrowego tętna.

Sam pan mówił, że pierwsze miesiące ciąży to okres szczególny, ze trzeba o siebie dbać. Nie mam pojęcia, czy istnieje paranormalna więź matki z dzieckiem a już prawie na sto procent jestem pewna, że "instynkt macierzyński" nie jest wrodzony. Dopiero teraz zaczynam czuć, że będę miała dziecko, a te pierwsze miesiące...

To jak stan przewlekłej grypy. No i jeszcze te zachcianki. Na szczęście wszystko wróciło do normy. Jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Znów mogę wszystko jeść, nie mam ciągot do dziwnych "prawdziwych" smaków, choć nadal twierdzę, że to najdziwniejsze, co mi się dotąd przytrafiło.

-Uff, to dobrze, ze się pani dobrze czuje. Chyba organizm już się przyzwyczaił do hormonów

- Chyba tak.

- A jak tam kot, nie obraził się?

- Nie mamy już kota.

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

644

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Hm... Moja zona zabila mnie zastanawianiem sie, czy nie zrobic sledzia w czekoladzie. Wtedy wymieklem :D
17-03-2009 20:17
Wojteq
   
Ocena:
0
senmaro, a tak z ciekawości, to jak wcześnie się pojawiają te objawy? Rany boskie, ciąża wychodzi mi tutaj na ciężkie zagrożenie życia matki!
17-03-2009 20:28
Faviela
   
Ocena:
0
Ja tak dziwnie jadam od zawsze... ._.


A co z Paszpalem..? :>
17-03-2009 20:47
Zuhar
   
Ocena:
0
Podasz przepis?
17-03-2009 20:48
Kalliope
   
Ocena:
0
Pointa mnie powaliła :)
17-03-2009 20:49
Neurocide
   
Ocena:
0
Moja babcia żarła jak opentana byczki, takie rybki z puszki. Na tony - dzień w dzień. Dziadek kupował jej wracając z pracy. Dziadek jak to facet - prosty. Oczywiście nie zakumał niczego i kiedy po udanym porodzie, połogu i tych tam rzeczach wróciła ze szpitala, dziadek dał jej kwiatt, a potem oczywiście puszkę ulubionych byczków. Byczki zamiast w żoładku babci wylądowały na głowie dziadka.
17-03-2009 23:05
rincewind bpm
   
Ocena:
0
Brr, wyraźnie brzmi jak horror :P
17-03-2009 23:45
Kot
   
Ocena:
-1
Polecone. Mimo tematyki...
17-03-2009 23:53
lucek
   
Ocena:
0
Cały czas tak mam senmaro!


l.
18-03-2009 00:25
Parsifal
   
Ocena:
0
Mocno czuć Kinga ;-) ale to bardzo ładnie.
18-03-2009 00:32
Streider
   
Ocena:
0
W pewnym momencie poczułem ciarki na plecach...
18-03-2009 11:08
Balgator
   
Ocena:
+1
Kucze, makabryczne. Ale fajne :)
18-03-2009 13:34
Siman
    @lucek
Ocena:
0
Też jadasz koty?
18-03-2009 14:23
Kocic
   
Ocena:
0
Boskie :)
Swoją drogą ja u siebie zauważyłam znaczne zwiększenie możliwości mojego zmysłu powonienia, wszystko pachniało duuuużo intensywniej... śmierdziało niestety też...
18-03-2009 14:35
Iman
   
Ocena:
0
Nie wiem, który raz to piszę na tym blogu, ale naprawdę powinnaś wydać gdzieś tę notkę (a właściwie: to opowiadanie).
Pozdrówki dla dzidzi :)
19-03-2009 09:38
Kot
    @Siman
Ocena:
0
Tylko odpowiednio przyrządzone i tylko białe persy. Wiesz, te od geniuszów zbrodni.
19-03-2009 11:55
teaver
   
Ocena:
0
Ewa, to jest piękne! :D Ten moment, kiedy opisujesz jedzenie surowego mięsa jest prawie jak Rosemary Baby, kiedy bohaterka zobaczyła swoje odbicie w tosterze jak zażerała się surową wątróbką i jej usta ociekały krwią.

I tak, potwierdzam - coś jest z tymi smakami nie tak. Są produkty do których już po okresie ciąży nigdy nie sięgnęłam i nie sięgnę. Delikatny posmak tego i owego skutecznie zapamiętałam, oj skutecznie. A zapach surowego, różowiutkiego mięsa prosto od rzeźnika lub prawdziwej swojskiej wędzonki na jałowcu to faktycznie poezja... I żeby było zabawne faktycznie czuje się takie pierdoły jak to, czym zwierzęta były karmione. Ech, te hormonki. LOL :D
19-03-2009 13:50
JoAnna
   
Ocena:
0
Doskonałe.
Co z kotem??
02-04-2009 19:06
senmara
   
Ocena:
0
Kot ma coraz mniejszą ilość żyć....
Ale liczne komisje pyrkonowe nie stwierdziły odstępstw od normy: ta wersja kota jest tak samo puchata, kapryśna i kocia jak poprzednie :)
03-04-2009 08:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.